Z życia informatyka – część 4

binary   Kontynuacja tematów zaczętych w poprzedniej 3 części. Tym razem będzie o nagłym ataku niemca, który wszystko zabiera (Alzheimer), wykopaliskach czyli archeologii, maluchu z dużymi kołami i Gutenbergu. W reżyserii i scenariuszu „ŻYCIA”. Miłego czytania.

Reinstalację w domu raz – czyli informatyk na wynos niczym tresowana małpa
   W przypadku serwisu dla znajomych (w sumie to nie tylko) to sprawa ma się tak, że nagle stajesz się odpowiedzialny za każdy komputer, laptop, drukarkę, skaner, chomika, telewizor, kanarka, radio, tablet itd., którego dotknąłeś bądź nawet i nie dotknąłeś. Na komputerach od klientów czy znajomych, które dostajesz jest pełno różnorakiego rodzaju toolbarów, wirusów, trojanów, dziwnych aplikacji, linków do gierek facebook, wszelkich możliwych komunikatorów i skrótów na pulpicie typu „adult strip poker texas holdem”, „free games & free trojans” itd., a także jeśli to możliwe to są zainstalowane wszelkie możliwe antyvirusy, które nie działają, a jak działają to wzajemnie się blokują. Oczywiście reinstalacja tak na start dyskusji nie wchodzi w grę. Męcz się i rzeźbij w takim gównie 48 godzin za 10 zł po czym komputer na drugi/trzeci dzień i tak wróci z tą samą przypadłością (dzięki temu jesteś do tyłu finansowo, bo to jest reklamacja do twojej pracy i nie powinieneś już za to skasować przecież. Jesz szczaw i mlecze, popijasz kompotem z rabarbaru, a prąd zapewne czerpiesz z „energii słonecznej” lub od chomika biegającego w kołowrotku, którego zresztą zapewne uprowadziłeś klientowi/znajomemu). Dla takiej osoby nieważne jest zdanie specjalisty i to, że ostrzegałeś o tym, że trzeba wykonać reinstalację systemu. Tacy ludzie zawsze na początku dają komputer i mówią „oczyść go ze zbędnych rzeczy i zrób porządek na nim. Ty się na tym znasz. Zainstalowało się tyle rzeczy tutaj, że ja już nie wiem. Tyle dokumentów na pulpicie mam i tych skrótów. Pomuuussszzsz.”. Eeee WTF (CJK)? Ile razy takie coś słyszałem „oczyść mi komputera”. Co to w ogóle znaczy? „Oczyszczenie komputera” jest tak precyzyjnym wyrażeniem/stwierdzeniem, że równie dobrze można komputer wrzucić do prania z włączoną funkcja „wiruj” z prędkością minimum 800 obr/min i po całym zabiegu powiesić komputer na lince (najlepiej lince z kabla UTP jak przystało na komputerowca). Informatyk to prywatna sprzątaczka i ogrodnik, który przycina i pielęgnuje twój ogród i dom? Mam oczyścić komputer szmatką, pędzelkiem odkurzaczem czy może chodzi o ten syf, który się „sam” zrobił w systemie/na pulpicie? Spoko nie ma problemu. Dla mnie zbędne na komputerze może być wszystko na stan, w którym otrzymałem sprzęt czyli wymagana reinstalacja i koniec kropka. Po takim zabiegu jest tak czysto i ile miejsca wolnego się zrobiło na dysku. System się uruchamia w minutę, a nie w tydzień itd. Pełen sukces. Dane? Jakie dane? Jakieś dane tam były? Wszystko to śmieci przecież i miałem komputer „oczyścić” z nie wiem właściwie czego więc to zrobiłem. Miałem zrobić porządek, bo się na tym znam no to zrobiłem porządek w sposób na którym się znam. 🙂 Oddanie swojego burdelu na komputerze pod pretekstem „oczyszczenia i zrobienia porządku” to jak wezwanie elektronika do wycierania kurzu z TV lub kina domowego. Jesteś bałaganiarz, niechluj to tak masz na komputerze. Informatyk tego nie zmieni i musisz się z tym pogodzić. Czas zacząć drogi „burdelarzu” pracować nad sobą i porządkiem pracy. Wielu ludzi traktuje komputer jak kibel bez dna. W domu wszyscy wrzucają tam wszystko zawsze i wszędzie, instalują wszystko i zawsze, a zainstalowane wirusy/trojany/keyloggery wysyłają ich hasła i loginy zawsze i wszędzie w różne zakątki świata i wszechświata. System przestaje działać, bo już nie może przyjąć większej ilości wirusów, trojanów, a jeśli jeszcze system „żyje” to i tak dysk systemowy mając 17,3KB wolnego miejsca z 1TB pojemności uniemożliwia pracę, bo cała wolna przestrzeń na dysku systemowym jest zawalona przez The Sims 3 i wszystkie możliwe dodatki oraz wszystkie możliwe zdjęcia jakie się wykonało w ciągu swojego życia łącznie ze zdjęciami swoich stóp (oczywiście istnieje druga partycja, która ma kolejny 1TB niczym nieskażonej wolnej przestrzeni, ale większość uważa, że partycja C jest nieskończonej pojemności i na niej należy trzymać wszelkie możliwe dane). Pomijając fakt, że nikt nie wie jak zrobić backup swoich danych (magiczne słowo „backup” tłumaczę zawsze jako „kopia zapasowa”, ale to i tak nic nie uzmysławia klientowi/znajomemu) pomimo, że przenosi porno/dane/zdjęcia swoich paznokci/rozdwojonych końcówek włosów na pendrive czy dysku USB to nie wie jak skopiować pracę magisterską choćby na płytę DVD, a słowo „backup” jest tak magiczne i niedostępne, że wypowiadają je druidzi z lvlem co najmniej 90210 (imho był taki serial na B…), a samo zaklęcie „backup” na pewno pochodzi z księgi magii zakazanej wydobytej z kurzu z samego dna obudowy big tower najstarszego informatyka w rejonie. Praktycznie każdy chce mieć wykonaną reinstalację systemu w ciągu najlepiej godziny i za 5 zł (tyle co by było na piwo). Kiedy się mówi, że same dane (blisko np. ~200GB) będą się trochę kopiować i komputer będzie najwcześniej jutro po południu lub wieczorem to jest tragedia, rozpacz i pytania dlaczego tak długo, a może da się szybciej, a kiedyś mu znajomy zrobił reinstalacje systemu w dwie godziny, a my tu tyle czasu potrzebujemy, a komputer jest potrzebny bo dziecko będzie chciało oglądać bajkę, jak ja wejdę na Facebooka, a muszę napisać maila do pracy itd.. No tak, bo niczym się nie różni komputer „pusty” od zawalonego wszystkim czym się da (bo ktoś zaczął sukcesywne tworzenie backupu całego Internetu łącznie z trojanami co by były na przyszłość) i przecież dane są ważne, ale to trzeba je zgrać aby zostały? Co to za herezje informatyk opowiada? Oczywiście, że się da przyspieszyć cały proces np. kręcąc korbką z napisem „TURBO-WAJCHA”, która jest dołączona do każdego komputera lub wciskając magiczny przycisk TURBO jak w np. starych poczciwych komputera 486 itp.. Oczywiście wcześniej każdy użytkownik komputera upiera się, że przecież on nie ma dużo danych i niemożliwe aby tego tyle było i zapewnia, że danych jest MAX parę GB. Te parę GB okazuje się oczywiście prawdą, ale tylko wtedy jeśli dodamy do tego setek czyli parę setek GB danych.

   Przed przystąpieniem do pracy (reinstalacji) informujesz znajomego/klienta, że wszystkie programy trzeba będzie zainstalować od nowa na co każdy kiwa głową twierdząco, że rozumie, a przynajmniej udaje że rozumie o co chodzi (znajomi/klienci niekiedy łapią syndrom pieska do samochodu, który ciągle tylko kiwa głową -> piesek do samochodu). Niekiedy poinformowanie klienta/znajomego o tym, że wszystkie aplikacje trzeba będzie zainstalować na nowo jest kolejną życiową tragedią. Po wykonaniu reinstalacji i przewaleniu skopiowanego „burdeliku” ponownie na komputer oddajesz sprzęt. Klient/znajomy go zabiera po czym po np. dwóch godzinach dzwoni z pytaniami: gdzie są moje programy? Dlaczego w katalogu temp nie ma moich dokumentów? Dlaczego kosz jest pusty, a on tam miał swoje pliki tymczasowe nad którymi pracował, a gdzie są pliki, które on sobie w MS Works otwierał wybierając ostatnio używane dokumenty? Jakie jest hasło do Skype i Gadu-Gadu? Dlaczego Facebook nie jest jako strona startowa? Gdzie jest moja gra w kulki? Dlaczego skróty z pulpitu nie działają jak np. skróty do programów „diskcleaner”, „virus format disk c” itd.. W skrócie się przekazuje co, jak i gdzie i że resztę aplikacji trzeba zainstalować. Ludzie widząc, że ktoś się zna i zrobił taką magię jak „reinstalacja systemu” wyłączają swój mózg i uruchamiają telefon do informatyka. Wtedy zaczyna się batalia z prośbami o instalację Skype, Gadu-Gadu, Firefox, Chrome, Opera, ustawieniu Facebooka jako strony startowej, ustawieniu konta pocztowego, instalacji gier, instalacji kodeków i „jakiegoś” odtwarzacza do filmów, zrobieniu skrótu do painta (każda z tych rzeczy wymaga co najmniej 20 lat pracy w branży IT przecież) i „gdakaniem” w stylu „przyjdź na 3 minuty to zajmie tobie chwilę”. Rozpoczyna się sezon na zgłaszanie wszelkich możliwych problemików jak np. „Facebook się czasem nie wczytuje prawidłowo” (jak każdy wie FB ma swoje loty i potrafi się źle wczytywać co jest powodem przeciążonych serwerów, niewydajnego kodu, ociężałego API itd. i nie jest to problem komputera), niektóre filmiki youtube się długo ładują, jak się pogrubia „trzcionkę” w łordzie itd.. Wtedy trzeba wytłumaczyć takiemu osiołkowi w bardzo dużym skrócie i łopatologicznie (łatwiej by było wiele razy chyba bezpośrednio łopatą), że np. to jest wina serwerów FB, a nie komputera (lub po prostu może to wina samego użytkownika, że nie widzi świata poza FB?), a resztę znajdzie w google. To może się wydawać dziwne, że ktoś używa komputera już parę/kilka lat i gdy pojawia się informatyk to taka osoba nagle niczego nie umie. Zaawansowane stadium Alzheimera w tym momencie dopada klienta/znajomego. Przecież wcześniej ktoś wszystkie aplikacje zainstalował i na pewno to zrobił aktualny użytkownik danego komputera, a Internet przecież nagle nie zaczął inaczej funkcjonować niż funkcjonował. Ludzie mają tendencje bardzo skrajne od przemądrzania się (gdzie próbują udawać speców) do totalnej niepamięci (aaahaa, a więc to pudło, które stoi tu już 5 lat to jest komputer, a nie kolektor kurzu, ten TV podłączony do niego to monitor komputerowy, a myszka bez ogonka to myszka bezprzewodowa w której trzeba wymieniać baterie <-- z bezprzewodowymi zestawami też jest podejście takie, że to przecież powinno działać wiecznie na jednym zestawie baterii. Ewentualnie ładować się bezprzewodowo asymilując prąd z takiej mieszaniny gazów jaką jest powietrze).    Kolejną z gorszych rzeczy jest jak ludzie zaczynają zawalać ciebie sprzętem, który ma naście/dziesiąt i więcej lat(aż cud, że taki sprzęt nie ma procesora z drewna, a obudowy z kamienia). Widzą, że się znasz więc im wszystko naprawisz, unowocześnisz i zamienisz starego Pentiuma 100MHz w nowoczesne iCore i7 3,2GHz. Dostajesz stary komputer, którego reinstalacja trwa wieki, a zdobycie sterowników to rzecz nierealna (łatwiej by było stać się niewidzialnym lub zgrać Internet na dyskietkę). Oczywiście każdy zamiast np. Windows 98/Windowsa XP chce na takim zabytku mieć zainstalowanego Windowsa 7 gdzie często to nie ma najmniejszego sensu. Takim sposobem twoje życie staje się mało pasjonujące, a wręcz każdy taki dzień jest karą za to, że kiedykolwiek ktoś się dowiedział, że jesteś komputerowcem. Taka praca bardziej przypomina pracę archeologa aniżeli informatyka. Zamiast się rozwijać i uczyć nowych technologii spędzasz czas przeglądając fora internetowe z początku istnienia Internetu z opisem problemów (gdzie w tych tematach linki nie działają, a posty dotyczą zazwyczaj całkowicie odrębnego tematu niż pierwotny temat wątku). Przy pomocy pędzelka i odkurzacza czyścisz kolejne sprzęty wydobywając coraz to starsze "kości" pamięci lub "czaszki" tzn. procesory. Modlisz się aby wszystko działało żeby mieć spokój lub ewentualnie aby taki komputer się zdematerializował zanim go dotkniesz i/lub nigdy nie powrócił do twoich rąk. Ludzie chcą modernizować takie "dinozaury" póki te się uruchamiają i nie ważne, że na nich będzie działać tylko saper, pasjans i ewentualnie Office 97. Trzeba tłumaczyć, że dostępne części na rynku nie pasują już do tego sprzętu, a części używane przewyższają cenowo nowe rozwiązania technologiczne dostępne w sklepie. Ile razy podawałem przykład samochodu np. Fiat 126p i tego jakby ktoś chciał do niego wstawić koła od autobusu/traktora czy jakiegoś kombajnu od tak po prostu, bo przecież powinno pasować, a na pewno będzie się lepiej jeździć, bo takie dziurawe drogi mamy (a i na działkę do Sosnowca będzie można spokojnie pojechać). Koło to jest koło, jest okrągłe, jest przykręcane na śruby tylko rozmiar trochę inny, ale to ma naprawdę takie znaczenie? Jeśli nie zacznie się odmawiać i stanowczo informować, że się nie zajmujesz naprawą takich sprzętów to wkrótce, będzie się miało w domu wszystkie potrzebne części do złożenia prapraprapraprapra... dziadka Optimus Prime (transformersy) tyle, że takiego upośledzonego, bo każda jego część będzie w jakiś sposób uszkodzona (pomijam, ze procesor obliczeniowy pewnie będzie od Nintendo lub jakiegoś kalkulatora Casio, a za układ RTC będzie pewnie robić stary nakręcany zegarek z budzikiem). Stare porzucone u nas w domu przez ludzi drukarki zapewne pozwolą nam stworzyć muzeum początków druku uwzględniając początki Gutenberga.
Koniec części 4
   Oczywiście kontynuacja w części 5, która powoli powstaje. 🙂

Poprzednie części:
Z życia informatyka – część 1
Z życia informatyka – część 2
Z życia informatyka – część 3

Następna część:
Z życia informatyka – część 5

You can leave a response, or trackback from your own site.

2 comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress | Designed by: NewWpThemes | Provided by Free WordPress Themes