Z życia informatyka – część 3

binary   Przesadzam chyba troszkę z ilością tekstu na pojedynczą część (takie doszły mnie słuchy) i dlatego postaram się kolejne części tworzyć krótsze (aby nikt nie tracił połowy dnia ze swojego życia). Opinie są takie, że fajnie się czyta (co mnie bardzo cieszy i tego się nie spodziewałem 🙂 ), ale mogło by być troszkę krótsze (z racji na czas potrzebny aby przeczytać jedną część). W sumie nic nie stoi na przeszkodzie abym tworzył krótsze odcinki tzn. takie, które można przeczytać w całości przy kolacji, śniadaniu, a nie zarywać całe po południe. Po prostu będę dzielić tematy na kolejne mniejsze części co powinno spełnić prośby 😉

   Wracając do wstępu to „wieczny” serwis, domniemane posiadanie każdej możliwej części do laptopa/komputera, gorąca linia na telefonie bez względu na godzinę i porę dnia, hobbystyczne układanie zestawów komputerowych i wyszukiwanie najtańszych ofert na sprzęt elektroniczny, dostęp do każdej możliwej najtańszej hurtowni w kraju i na świecie, wychodzenie z założenia, że komputerowiec cały czas czeka na telefon akurat od ciebie i ma akurat w tym momencie lub jutro czas aby tobie pomóc (a jeśli nie ma to jest to bardzo zły człowiek, bo przecież poczekać parę dni się nie da). Taki obrazek znany jest chyba każdemu informatykowi czy to zawodowemu czy też takiemu, który interesuje się informatyką hobbystycznie. Można pomagać innym jak najbardziej, ale obowiązuje kolejka to raz, a dwa to trzeba uszanować to, że każdy ma rodzinę, chce zjeść obiad, wyjść do kina czy randkę, chce obejrzeć film/serial lub przeczytać w końcu choć jeden rozdział w kupionej/wypożyczonej książce. Tym razem trochę będzie o pomaganiu i obsłudze technicznej klientów, rodziny, znajomych i znajomych znajomych w zakresie informatyki i wszelakiego sprzętu elektronicznego. Zapraszam do lektury.



Klient nasz pan – „małpiszony” wyszły z ZOO
   Każdy zawód, w którym się ma styczność z klientami (czasami oszołomami aka małpiszonami – małpiszony z ZOO bez urazy 🙂 ) ma takie swoje historie na temat klientów idiotów i ich idiotycznego podejścia do życia i pracy innych. Aż dziw bierze, że tacy ludzie żyją w społeczeństwie i jeszcze nie wymarli czy to tragicznie czy naturalnie (niektórych to najlepiej gdzieś odizolować i to najlepiej w ZOO aby każdy mógł podziwiać takie okazy „idiotów” 😉 ). Najbardziej denerwuje podejście, że serwisant/obsługa jest tutaj tylko i wyłącznie dla tego jednego klienta i klient to nasz pan. Właśnie, że klient nie jest nasz pan. Każdy prywatny przedsiębiorca może odmówić wykonania usługi dla danego klienta. Na rynku są inne firmy i ludzie, którzy MOŻE danego klienta obsłużą. Komuna się skończyła i to, że jeszcze jakieś „czerwone” naleciałości zostały takim np. pracującym w tym czasie w mięsnym gdzie byli „PANAMI/PANIAMI” przy wydawaniu na kartki żywności ludziom nie znaczy, że tak na świecie jest i ma być, a „nowoczesne” podejście „klient nasz pan” proszę włożyć sobie między bajki i postawić obok segregatorów „Świat wiedzy” (starsi pewnie pamiętają ten tygodnik. Wikipedia: tygodnik Świat wiedzy). Oczywiście klient jest ważny, ale nie „małpiszon”. Tacy ludzie chyba za życiowy cel obierają trafienie na czarną listę w każdym znanym sobie serwisie komputerowym i nie tylko komputerowym. Czarna lista = tego klienta nie obsługujemy. Grzecznościowo przyjmiemy sprzęt na serwis (zależnie jaki), ale i tak na serwisie nikt na sprzęt nie spojrzy i po godzinie albo na następny dzień/tydzień/miesiąc ktoś zadzwoni (albo „małpiszon” zadzwoni wcześniej żeby się dowiedzieć co jest grane) i poinformuje, że serwis tego nie naprawi, a sprzęt można odebrać w dowolnym momencie (po wysłuchaniu jakichś tam żalów klient zabiera sprzęt i idzie do konkurencji. Alleluja!). Czasem taki klient jest po prostu na starcie zbywany do konkurencji (niech oni się z takim orangutanem męczą). Obsługa idioty się nie opłaca ani zdrowotnie ani finansowo, a czasem to jeszcze się jest stratnym (finansowo i na przykład intelektualnie, moralnie). No tak, ale co z opinią o firmie i takie tam? Jak na 10 klientów zadowolonych trafi się jeden świr to nie jest źle, a tacy ludzie zachowują się jak świry, wypowiadają się jak świry, piszą jak świry więc i tak każdy ich uzna za świra co by taki nie powiedział, bo takim to cały świat łącznie z sąsiadami robi tylko na złość, a w swoim zachowaniu niczego złego nie widzą, bo w końcu to oni są „panami” tzn. klientami. To że ich „piesek” wali kilogramowe „łajno” codziennie na środku chodnika (którego on sam nie sprzątnie, bo od tego są tutaj sprzątacze) to przecież nie powód żeby nazywać właściciela „małpiszonem” i człowiekiem bez kultury, a jego „świnie” zdziczałym bydlęciem (przecież prawie każdy tutaj ma i może mieć swojego „pieska”). Na czarną listę wcale nie jest łatwo trafić i trzeba się naprawdę postarać, ale są zdolne jednostki. Taki rodzaj „black list” jest nieoficjalnie chyba w każdym serwisie/sklepie i to nie tylko komputerowym (próżno pytać o czarną listę, która oficjalnie nie istnieje, bo jest to ściśle tajna informacja niedostępna dla żadnego klienta, a i też nowych pracowników). Co ciekawe tacy ludzie pomimo czasami już wyraźnego okazywania „idź pan/pani stąd i nie wracaj” zachowują się jak bumerang. Gdzie ich byś „nie rzucił” i tak wracają prędzej czy później (pewnie jak tylko ukończą pielgrzymkę po okolicznych serwisach/sklepach). Po kilkunastu razach w końcu niektórym się nudzi, ale zazwyczaj są to wytrwałe sztuki i wracają niczym niezrażeni. Oczywiście nie da się pominąć faktu, że takim „małpiszonom” wszystko się psuje. Od komputerów, przez mikrofalówki, samochody, telefony komórkowe, drzwi, sedes, kran, masło, „mózg”, „wzrok” itd. i oczywiście żaden sklep/serwis nie obsługuje/nie naprawia ich sprzętu tak jak powinien. Wszystkie prywatne serwisy to „zuo” i życie też jest złe, bo wszystko się psuje (zapewne myślą, że nie ma to jak poczciwa stara „frania” z czasów PRL/komuny, która pewnie działa do dziś. Dla zainteresowanych Wikipedia: Frania (pralka)). Czarna lista bardzo ułatwia życie w pracy w takich przypadkach, a to znaczy że pozwala uniknąć niepotrzebnego stresu. Czym tu się przejmować? 🙂 Co do wieku takich „czarnych klientów” to nie tak, że są to całkiem starzy ludzie (jakby można wywnioskować po opisie), którzy robili jajecznice z jaj pterodaktyla i pamiętają rozpad kontynentów. O nie, nie. Trafiają się też tacy w przedziale 30-40 rok życia co jest przerażające. Młodsi to już temat na inny odcinek może. 😉

Darmowy serwis do domu – serwis w domu kosztuje?
   Jak dobrze znane są informatykom tematy reinstalacji komputera u klienta. Każdy czy to klient w serwisie czy znajomy chce aby informatyk przyjechał do niego i wykonał reinstalację/naprawę komputera, a przy okazji poza zainstalowaniem systemu, zainstalował wszystkie możliwe gry, programy i ustawił wszystkie posiadane pozostałe sprzęty elektroniczne. Dla informatyka jest to jedna z najgorszych możliwych opcji jeśli chodzi o „serwis”. „Stracony” czas jest niewspółmierny do korzyści. Przy takim serwisie trzeba mieć ze sobą wszelkie możliwe narzędzia i części na wymianę, bo inaczej trzeba będzie kursować po kilka razy do domu/firmy. Przecież jeśli robisz to u klienta/znajomego to wiadomo, że nie wyjdziesz/nie zainkasujesz „kasy” dopóki wszystko nie będzie działać prawidłowo, a jak już jesteś to „przy okazji” możesz zaprogramować pilot od TV do sterowania bramą garażową. Tym sposobem reinstalacja systemu, która może zająć parę/kilka godzin (zależnie od tego co jest dokładnie do zrobienia) przeradza się w całodzienną (często od rana do późnego wieczora) drogę krzyżowa dookoła ziemi. W domu czy na serwisie możesz zapuścić kopiowanie danych i zajmować się kolejnymi sprzętami/wykonywać inną pracę czyli, możesz zrobić więcej w tym samym lub krótszym czasie. U klienta musisz patrzeć na pasek postępu kopiowanych plików rozmyślając o tym ile mm (milimetrów) w tym czasie urośnie trawa za oknem. Jak klient/znajomy zobaczy, że w sumie to trzeba czekać i nic nie robisz to za chwilę lądujesz w salonie próbując podłączyć kino domowe z ubiegłego wieku do ultra nowoczesnej plazmy, bo przecież złącze EURO to jest super standard i „to się musi dać”, a dźwięk 5.1 powinien pójść na dwóch cinchach stereo (złącze RCA). Ile było wypraw pod dyktando i widzimisię klienta? Dzwoni klient pod pretekstem „problemu ze zgraniem danych na dysk/pendrive i ogólnie coś z komputerem się dzieje chyba” tu pada propozycja serwisu żeby dostarczyć sprzęt/pendrive na serwis. Klient się upiera aby wykonać naprawę/diagnostykę u niego w domu, bo on nie może dostarczyć sprzętu i takie tam szmery, ściemy, bajery i w ogóle to przecież blisko jest serwis to ktoś może podejść (podana zostaje także informacja, że usługi w terenie są droższe, ale klient jest na to przygotowany najwyraźniej, bo nie protestuje). Serwisant pomimo złej pogody (padającego deszczu, wiatru i przelatujących chodników i rożnych billboardów po zwijającym się asfalcie) rusza w teren do klienta. Przebywając niebywale długą trasę czyli kilka budynków/ulic dalej dociera do klienta. Na miejscu się okazuje, że klient kupił pendrive (gdzieś) i na ten pendrive nie można skopiować danych (komunikat, że pamięć jest zabezpieczona przed zapisem) i to jest jedyny problem. Po sprawdzeniu dzielny serwisant stwierdza, że pamięć jest uszkodzona (nie ma na pendrive żadnych zabezpieczających przełączników) i trzeba pamięć oddać do sklepu na gwarancję/wymianę. Całość czyli dotarcie do klienta, sprawdzenie/przetestowanie pamięci zajęła serwisantowi około 30 min + trzeba doliczyć te 5-10 min na powrót do serwisu więc na pytanie ile się należy za usługę pada cena: 30 zł (czyli nie dużo). W tym momencie klient chce negocjować stawkę, bo przecież serwisant „nic” nie zrobił, a pracy też było nie wiele i może jakiś rabat, bo ta pamięć kosztowała 40 zł, a z usługą to przecież on wyda 70 zł. W tym momencie pada odpowiedź, że opuszczenie przez serwisanta progu firmy i wyruszenie w teren do klienta to na dzień dobry koszt 50 zł przy czym była informacja, że stawki za usługi u klienta są wyższe niż na miejscu w serwisie. Klient z wielkimi oczami daje 30 zł i mówi, że jakby tak zarabiali wszyscy to sami bogacze by tutaj mieszkali. Niestety nie bierze taki „klient” pod uwagę, że serwisant musi zarobić na swoją pensję, wszelkiego rodzaju składki które pracodawca musi odstawić i że serwisant w tym samym czasie w serwisie mógł bez wychodzenia gdziekolwiek zarobić więcej/obsłużyć więcej niż jednego klienta i nie zmoknąć narażając swoje zdrowie na przeziębienie (oraz wydatki w postaci zakupu leków). Później można zobaczyć jak taki klient jedzie swoją S klasą po bułki na śniadanie. 😉

   Są też przypadki konfiguracji routera i sieci na miejscu u klienta. Dzwoni taki sobie jegomość na serwis i mówi, że znalazł nas w Internecie, bo jesteśmy blisko, a on mieszka niedaleko na jakiejś dzielnicy X. Mówi, że trzeba skonfigurować u niego w mieszkaniu sieć/router WiFi, bo ma z tym problem (nie może się połączyć czy też nie widać u niego sieci i ogólnie są jakieś problemy z funkcjonowaniem sieci w mieszkaniu) i czy jesteśmy w stanie wykonać taką usługę. Jak najbardziej wykonujemy takie usługi, a koszt skonfigurowania routera u klienta to 50 zł. Klient zdziwiony odpowiada, że przecież on nie jest daleko, a wręcz osiedle obok to myślał, że będzie taniej. To dostaje w odpowiedzi, że wyjazd serwisanta z firmy to 50 zł na start i nie opłaca się nam „taniej” wyjeżdżać z serwisu. To klient mówi, że on ma kogoś kto mu to zrobi taniej i jak to ma kosztować 50 zł to on dziękuje. Skoro ma kogoś kto mu to zrobi taniej to po cholerę dzwoni do firmy informatycznej osiedle/dzielnicę obok i mówi, że 50 zł to dużo? Zapewne wg. takiego jegomościa powinniśmy wziąć 2 zł na piwo Volt, a może nawet zgrozo 10 zł na czteropaka i się cieszyć, że on nam daje zlecenie. 😉

To be continued…
   Trochę narzekania znowu się pojawiło, ale jakby inaczej mogło być. 😛 W kolejnej części kontynuacja tematów ze wstępu np. ‚Wieczny support – dopóki dopóty oddychasz, a komputer się „uruchamia”‚, ‚Szatańskie oprogramowanie – informatyk zacekoluj mi „dziury” w programie’, ‚Reinstalację w domu raz – czyli informatyk na wynos niczym tresowana małpa’ i tak dalej.

Poprzednie części:
Z życia informatyka – część 1
Z życia informatyka – część 2

Następne części:
Z życia informatyka – część 4
Z życia informatyka – część 5

You can leave a response, or trackback from your own site.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress | Designed by: NewWpThemes | Provided by Free WordPress Themes