Z życia informatyka – część 2

Intel 486DX-50 - haut   Kolejna część z życia w dziwnym świecie informatyki. Na wstępie proszę nie frustrować się czy też nie czuć urażonym po przeczytaniu tekstu, w którym w jakiś sposób opisałem sytuację/wydarzenie czy „subkulturę” i ludzi. Do wszystkiego co tu napisałem podchodzę z humorem i są sprawy, które opisuję po części jak w krzywym zwierciadle rodem ze świata informatyka, a także czasem trochę wzbogacam historię o dodatkowe opisy 😉 (oraz proszę nie zapominać, że jestem mężczyzną i na wiele spraw patrzę jak przystało na mężczyznę). Tym razem troszkę opisu z funkcjonowania, postrzegania świata, a także jak się jest odbieranym przez innych ludzi (tzn. jakie się odnosi wrażenia bycia odbieranym). Wbrew pozorom życie „komputerowca” nie jest życiem prostym czy mało skomplikowanym (z resztą jak każdego innego człowieka). Mało ludzi zdaje sobie sprawę, że informatyka to nie tylko komputery PC, laptopy, drukarki, jakieś tam programy, gry i wszelaka rozrywka, ale także o wiele więcej rzeczy o których nawet nie myślą. Jakby spojrzeć na człowieka „komputerowca” to jego życie wcale nie jest takie nudne jak się ludziom wydaje na pierwszy rzut oka. To nie jest tak, że informatyk przesiaduje przed komputerem 20 godzin dziennie, bo jest uzależniony od komputera. Przy takim podejściu można powiedzieć, że każdy kto ma prawo jazdy jest uzależniony od samochodu, bo używa go praktycznie za każdym razem gdy tylko musi gdzieś pojechać. Takie nastały czasy, że bardzo dużo pracy wykonuje się przy pomocy komputera, a samochód stał się jednym z podstawowych środków transportu. Komputerowcy nie są to też ludzie całkowicie „odstrzeleni” od rzeczywistości którzy nie wiedzą co się dzieje dookoła nich. Często całodzienne przesiadywanie przy komputerze owocuje też tym, że się jest na bieżąco z wieloma informacjami ze świata (i nie tylko) bez korzystania z TV, radia czy papierowej gazety (istnieją w końcu strony z informacjami, grupy dyskusyjne/UseNet, kanały RSS itd. a to wszystko pozwala być na bieżąco), a nawet często się ma lepsze i więcej informacji niż np. te „obrobione” z TV. Informatycy często mają poczucie humoru (tak umiemy się śmiać z siebie samych jak i innych) i to całkiem dobre, a także też lubią się bawić (zależnie w jakim środowisku się aktualnie znajdujemy. Imprezownia z kicz muzyką POP dla nastolatek i wszelakiej maści dorosłych, którzy czują się nadal nastolatkami nie jest naturalnym środowiskiem informatyka). 😉 Z resztą w końcu istnieją żarty o informatykach, a w dużej mierze są one wymyślane przez nas samych. W szarym codziennym życiu także pojawiają się nie lada śmieszne czy dziwne i humorystyczne wydarzenia jak np. oglądanie drukarki, w której użytkownik zamontował odwrotnie tusz (pomimo blokad) czy np. demontaż karty graficznej AGP zamontowanej (co jest bardzo interesujące) w złączu PCI-E 16x (gdzie użytkownik jest zaskoczony, że to nie będzie działać, a my jesteśmy zaskoczeni, że udało się mu to „wmontować”). Może kiedyś opiszę parę krótkich historyjek i takich tam innych wydarzeń (poprzednia część -> Z życia informatyka – część 1). Zapraszam do lektury.


Wizerunek – lepsze dobre 2D niż kiczowate 3D
   Typowy komputerowiec jest kojarzony z zarośniętym (lub nie) grubaskiem siedzącym, a w sumie to już leżącym, w fotelu przed monitorem komputera lub gościem w okularkach, który wszystko o wszystkim wie i robi za chodzący „globus” wiedzy o wszystkim niczym Wikipedia. Dodatkowo tacy ludzie w mniemaniu wszystkich chodzą w koszulach w kratę lub sweterkach, są chudzi/grubi, zarośnięci i nie mają mięśni, nadają na częstotliwości WiFi 2,4GHz/5GHz/GSM (dzięki czemu cały czas są online w Internecie), jak ze sobą rozmawiają to słychać dźwięki rodem ze starych modemów (dla zainteresowanych przykład Youtube: modemowa mowa) i bez translatora nie da się ich zrozumieć (przy czym trzeba wziąć pod uwagę błędy w transmisji czy zniekształcone sygnały), ciągle wymieniają się jakimiś danymi i pokazują sobie różne filmiki (youtube, vimeo itd.) czy obrazki, są też zazwyczaj poza kręgiem zainteresowań kobiet (o ile te nie potrzebują pomocy z komputerem, bo informatycy są nudni, nie są przebojowi, ich się nie rozumie, nie ma z nimi o czym rozmawiać, a jak się z takim gościem pokazać wśród swoich trendy/foxy/hipsterskich znajomych czy też pokazać takiego jaskiniowca rodzicom, który szybciej dogada się z pralką czy smart tv aniżeli z przyszłą teściową. Chociaż zazwyczaj przyszły teść nie jest za bardzo zmartwiony takim stanem rzeczy, bo w końcu jest ktoś kto mu pomoże z telefonem, TV, kinem domowym itp. 😉 ). Znajomi przypominają sobie o informatykach kiedy komputer/laptop przestaje reagować. Czyli komputer np. przechodzi w stan śpiączki klinicznej po kolejnym „bucie” od właściciela lub trzeba skonfigurować jakieś nowe urządzenie zakupione w sklepie „nie dla idiotów”, a szczęśliwemu nabywcy nie chce się studiować/czytać instrukcji obsługi. W sumie to w pewnym sensie trzeba się z tym pogodzić, że taki stereotyp informatyka istnieje, ale taki pogląd już się trochę zmienił (ale tylko trochę), a realia informatyków są nieco inne niż się ludziom wydaje. Informatycy wyglądają prawie normalnie i biorąc pod uwagę ostatnie trendy panujące w społeczeństwie to wyglądają naprawdę całkiem normalnie i zwyczajnie. 😉

„Reżim wyższego loty” – szałowe imprezy towarzyskie i „trudne sprawy”
   Dodatkowo każdy informatyk (nazywany też geekiem/nerdem) dość dobrze się zna na elektronice (nie każdy, ale tak możemy przyjąć, że każdy z nich w miarę ogarnia elektronikę) i umie z widelca, łyżki, gumy do żucia, kawałka taśmy magnetofonowej i starego Walkmana zrobić pamięć przenośną lub router WiFi (prawie jak MacGyver), a jak nie to na pewno umie „shakować” pralkę aby odtwarzała filmy HD lub też przerobić toster na mikrofalówkę. Żarty informatyczne wg. ludzi są drętwe, nieśmieszne i pozbawione humoru (no bo jak się można śmiać z czegoś takiego -> Napis na grobie informatyka: „kowalski.zip”). Komputerowcy uważani są często za wyalienowanych ze społeczeństwa (i jak taki alien są też traktowani), a przynajmniej tak się ludziom wydaje. Informatycy się organizują w grupy, w których wymieniają się informacjami/razem pracują przez co budują swoją społeczność. Niestety mało kto patrzy na to, że taki człowiek aby być na bieżąco z technologią musi ciągle się uczyć nowych rzeczy, musi poświęcić bardzo dużo pracy i wolnego czasu na czytanie, testowanie, zdobywanie informacji itp.. Często zarywa się nocki z manualem/instrukcją (lub szpera w Internecie i przesiaduje się na forach w celu odnalezienia informacji) i siedzi godzinami aby poznać i wykorzystać wszystkie możliwe funkcje jakiegoś nowego urządzenia (czy też programując je lub instalując nowe skrypty z funkcjami).

   Niestety ilość zajęć (oraz szerokość pojęcia „informatyka”) prowadzi do braku wolnego czasu i w sumie też braku większych/mniejszych chęci na imprezowanie (chodzenie przykładowo na domówki) np. w towarzystwie, w którym imponuje się ilością wypitego alkoholu, ile to się wyciśnie na klatę, jakie to się hipsterskie zainteresowania ma itd.. „Grafika” dziewczyn opiera się na „szpachlowaniu” w „photoshopie” (czyt. przesadnym „wytapetowaniu” twarzy bliżej nieokreślonymi specyfikami chemicznymi przy pomocy domowego zestawu „muratora” -> w końcu w łazience czy pokoju każda dziewczyna ma swój taki „toolbar” z narzędziami do „mejkapu”. W wielu przypadkach dobrym pomysłem jest po prostu zapuszczenie sondy i sprawdzenie jak głęboko jest żywa tkanka tzn. twarz <-- tutaj by można zorganizować swego rodzaju zawody) i rozmowach co ich psiapsiółka czy "misiaczek" dzisiaj/wczoraj śmiesznego zrobił czy też opowiadaniu o czym rozmawiały ze swoim chłopakiem przez telefon (albo jak jej były, ale jeszcze aktualny facet ją podejrzewa o zdradę, a były były ciągle do niej pisze i ona może do niego wróci, ale póki co to z byłym byłym spotyka się tylko na "kawę"... z lodem). W takim towarzystwie nie ma za bardzo tematu do rozmowy dla informatyka. Chłopaki ciągle rozmawiają jak to ich samochód szybko jeździ, jaką ma moc, ile to pali na setkę, jakie fajne fele się ma, jak ktoś zamontował lornetki/haubice zamiast rury wydechowej, jak ktoś wypadł z drogi (bo jest "rajdowcem" ale jechał jak ostatni głąb po publicznej drodze), jak to znaleźli zaszpachlowany samochód na Allegro czy Otomoto, jak to jakiś tam piłkarz trafił w bramkę (w końcu taka praca piłkarza napastnika czy się mylę?) itd.. Owszem te tematy są w jakimś stopniu ciekawe jednak nie przez parę/kilka godzin. Czasem jest to przeplatane wstawkami "polej", "patrz ale sarna/dupa/świnia", "ale się ostatnio nayebałem" itp.. Niestety zależnie od ludzi na jakich się trafi zdarzają się też np. "mamusie" ("tatusiowie" często po prostu są dumni ze swoich pociech 😉 ), które organizują swoiste zgrupowanie młodych matek.Przy takich "mamusiach" to jedynym słusznym tematem jest dziecko, sposoby jego wychowania, czym je karmić, czym je nie karmić, co to ciekawego to dziecko zrobiło, przeglądanie i pokazywanie miliona zdjęć z każdej minuty, godziny i dnia życia dziecka (z samych zdjęć można by złożyć pełny model 3D "bobasa", który można by kiedyś wykorzystać w grze np. "śliski kocyk 2" <-- z gumową/wyłożoną poduszkami podłogą, żeby nie było 😛 ). Ewentualnie "mamusie" poruszają tematy jak urządzanie domu/mieszkania (biały kolor się do domu nie nadaje, meble w kuchni to tylko "praktyczna kuchnia dla nie-kury domowej", a odkurzacz to najlepszy z "filtrem roztoczo-sierścio-antyalergicznym" dla kobiety "wyzwolonej" z funkcją prania/zmywania i tłumikiem hałasu żeby nie budzić dziecka itd.) lub też jaki to świat jest zły i brutalny, bo tyle dzieci cierpi/głoduje i ile dzieci ma złych rodziców (oraz kiedy najlepiej rodzić dziecko - nie zważając oczywiście na status finansowy i warunki jakie się ma, a i mąż nie jest potrzebny). Wymieniają się też najnowszymi poradami i doświadczeniami przeczytanymi na pudelku, kozaczku czy w jakimś babskim czasopiśmie. Wszystko to opowiadają często wypalając kolejną paczkę papierosów, którą zapijają kolejnym Redd'sem. Przy takich "mamusiach" nie ma co się wychylać, bo każda z nich ma złoty środek na wychowanie dziecka i zajmowanie się domem, a ty jako facet nic o dzieciach nie wiesz i nigdy żadnego porządnie nie wychowasz (pomijając fakt, że facet to świnia), bo dziecko potrzebuje matki (co z tego, że niektóre z nich to samotne matki, które się czują "wyzwolonymi" doświadczonymi przez życie kobietami, a przynajmniej wydaje się im że takimi są i wszystko co złe to przez ich nieudane związki z facetami), a ty jako mężczyzna nie umiesz pewnie nawet obsługiwać pralki czy żelazka i cały czas pewnie się żywisz pizzą i piwem, bo w kuchni to w czajniku elektrycznym wodę na herbatę przypalasz.    Jeśli w towarzystwie jakimś cudem się poruszy temat komputerów (ogólnie jest trudno poruszyć jakikolwiek inny temat niezwiązany z samochodami, dziećmi, "miłością", siłką, "dupami", piłką nożną z małym wyjątkiem jakim jest plotkowanie o kimś <-- plotkowanie to jest ulubiony temat numer jeden lub dwa na takich imprezkach) to jest to jak otworzenie puszki pandory. Za chwilę ludzie sobie przypominają o wszystkich plagach egipskich, które nawiedziły ich komputery lub telefony. W tym momencie resztę "imprezy" spędzasz na tłumaczeniu co można ewentualnie zrobić (i tłumaczeniu, że nie włamujesz się ludziom na komputery przy użyciu notepada żeby zdobyć ich archiwum GG) lub na słuchaniu o tym jak w czasie "bardzo ważnej rozmowy z chłopakiem" kot wlazł na klawiaturę i wylał kubek z herbatą, jak kolega napisał nie do tej koleżanki co miał, jak mama znalazła xxx w historii przeglądarki, jak ktoś się zapomniał wylogować z Facebooka i wpisało się mu za karę coś "śmiesznego" i polubiło to 10 osób, opowieści jakie to "krejzi" rzeczy robi się ze znajomymi i publikuje w Internecie itd.. Ewentualnie pojawią się inne równie fascynujące historie jak to córka/syn są dumni ze swoich wiekowych rodziców/dziadków, że ci obsługują komputer i nawet korzystają z Facebooka czy Skype. Czasem wśród imprezowiczów pojawiają się też wzajemne rady jak np. prawidłowo używać Facebooka, Twittera, Skype i co zrobić gdy komputer/program się zawiesi. W przypadku takiej "puszki pandory" słuchanie nie jest złym wyjściem (a raczej jest to bardzo dobre rozwiązanie). Można słuchać, pośmiać się, wypić coś (nie trzeba nic mówić więc można wypić jakiegoś drinka, a nawet kilka w celu obniżenia swojej percepcji otaczającego nas w tym momencie świata, a to pozwala przetrwać kolejne sekundy, minuty, godziny agonii naszego umysłu spowodowanej opowieściami towarzyszy/imprezowiczów o ich obcowaniu z komputerami i takimi tam różnymi), zjeść czy po prostu wyjść (i tak nikt tego nie zauważy) itd.. Często przy takich tematach dochodzi też do małych kłótni i udowadniania, że ktoś się zna na komputerze "bardziej" (patrząc na to okiem komputerowca z boku - tudzież kanapy - można stwierdzić, że żadna ze stron nie ma bladego pojęcia o czym mówi, ale jest śmiesznie). Czyli impreza sprowadza się faktycznie do wypicia kilku drinków/piw (praktycznie w samotności z taką małą różnicą, że ludzie fizycznie nas otaczają i w sumie tylko otaczają wywołując przy tym ruch powietrza, które nas otacza) i obudzeniu się rano w swoim domu w swoim łóżku (bo wolałeś się "wylogować" tzn. szybciej wyjść z imprezy niż zostać zjedzonym przez jakąś "orkę" czy inne "yeti" gdy "to" przypadkiem zaczynało mylić ciebie z ciastkiem i tutaj zawsze się mi przypomina cheat do Age of Empires, a mianowicie big bertha i pizza pepperoni oraz wyobrażenie, że pizza pepperoni karmi big berthe... w nieskończoność, a taki stan rzeczy to oczywiście domniemana choroba, która często nazywa się otyłością spowodowaną lenistwem), wykonaniu testu pamięci z mniejszym lub większym bólem głowy i funkcjonowaniu dalej tak jak zwykle to ma miejsce. Niestety na takich spotkaniach/imprezach realnie poznaje się bardzo mało ludzi (o ile w ogóle) z którymi można porozmawiać czy to o tematach politycznych, o technologii, kulinariach, zwierzętach, newsach ze świata czy o wielu, wielu innych rzeczach/tematach. Jednak zawsze się ma jakąś swoją małą grupkę przyjaciół wśród których się czujemy dobrze i można z nimi pogadać o wszystkim (no prawie o wszystkim, bo i oni też nie koniecznie muszą być informatykami, ale czujemy się wśród nich dobrze). 🙂
Bajery – gadżety dla każdego, ale nie zawsze
   Gadżety to coś co jest przez nas komputerowców (a także chyba przez każdego mężczyznę) kochane. Uwielbiamy kupować, używać czy nawet budować własne gadżety. Zamiłowanie do technologii sprawia, że informatycy (elektronicy i nie tylko) starają się używać komputera i elektroniki do wszystkiego do czego tylko mogą, a jak nie mogą to dlaczego nie spróbować zrobić tak aby można było? Tak powstają pomysły i ich realizacje np. automatycznej deski klozetowej (Youtube: automatyczna deska WC), automatyczne „feedery”/karmniki dla zwierząt (Youtube: lista filmików z automatic feeder), własne rozwiązania inteligentnych/automatycznych budynków itp., domowe magazyny (storage) danych, domowe serwery, domowe centra „dowodzenia” itd.. Często w postaci prezentu lubimy obdarowywać naszą sympatię/drugą połówkę (czy przyjaciół) najnowocześniejszymi urządzeniami czy gadżetami dostępnymi na rynku. Niestety tutaj to zależy od dziewczyny, bo nie często się zdarza aby nasza sympatia doceniała nasze wysiłki względem gadżetów, ale trzeba próbować. Podobno się liczą chęci, ale czasem kwiaty i drobny upominek są lepszym rozwiązaniem niż upominek w postaci breloczka z GPS do kluczy/telefonu, który umożliwia namierzenie telefonu hmm w torebce (kochanie już zawsze będziesz wiedzieć gdzie masz telefon, a jest on w tej chwili w torebce pod amarantową szminką schowaną za pudrem w kolorze banana, pomiędzy lusterkiem i tuszem do rzęs leżącymi na alpejskim balsamie z sadła świstaka z lewej strony względem kieszonki przedniej patrząc od frontu, który jest przykryty truskawkowymi antyalergicznymi chusteczkami higienicznymi w połowie głębokości torebki, na poziomie szczotki do włosów obok błyszczyka do ust, a w odpowiedzi dostaniesz -> kochanie to nie moja torebka, bo ja nie mam amarantowej szminki tylko „karmazynową czerwień”, a puder mam „ceglany brokat”, a tak w ogóle to telefon mam przy sobie tylko odczepiłam jakiś „badziew”, który się „przyczepił” do niego. Jakbyś mógł sprawdzić co to jest to wrzuciłam to do torebki… :/ ).

   Od strony życia towarzyskiego to wiadomo, że skoro jesteśmy pochłonięci „komputerami” to angażujemy się w takie sprawy jak weekendowe wypady na piwo czy imprezy znacznie rzadziej/mniej aniżeli pozostali ludzie dla których impreza/melanż to drugie życie. Nie raz do mnie dzwonili znajomi z pytaniem czy żyję i co się dzieje, bo się nie odzywam i nie widzą mnie już z miesiąc czy tam dwa (kto by to tam liczył), a przy okazji zapytają czy może znam się lub może znam kogoś znającego się na kinie domowym. Z resztą czasu na imprezy też się nie ma zbyt wiele jeśli się w wolnych chwilach pomaga dodatkowo jeszcze znajomym w różnych sprawach związanych z komputerami itp.. Zawsze na weekend czy też w tygodniu się znajdzie osoba/osoby, której trzeba w jakiś sposób pomóc z komputerem lub innym sprzętem. Tym samym luka w postaci „wolny czas” jest minimalizowana prawie do zera. W wolnych chwilach poza pracą albo nadganiasz/realizujesz swoje tematy, na które nie masz za wiele czasu, pomagasz znajomym (a to potrafi zajmować naprawdę sporą część wolnego czasu), czy najzwyczajniej w świecie śpisz, a dodając do całości hobby inne niż komputery (np. fotografia, granie na instrumencie/udzielanie się w kapeli/zespole lub sport -> tak informatycy także uprawiają sport z racji iż zdają sobie sprawę, że ciągły tryb siedzący może ich wykończyć 😛 ) to się okazuje, że 24 godziny w ciągu dnia to bardzo mało. Pojęcie „czas wolny” to mit, a nuda to słowo, które nie istnieje w słowniku. Nie ma tutaj się co dziwić, że komputerowcy używają różnego rodzaju programów czy systemów organizacji czasu pracy, spotkań, monitorowania tematów i projektów. Kalendarze w chmurze, listy todo, systemy przypomnień i powiadomień itd. ułatwiają funkcjonowanie w świecie aby się nagle nie okazało, że się zapomniało o czyichś urodzinach (dziewczyny/narzeczonej/żony/mamy/taty/teściowej/teścia/przyjaciela itd.), narodzinach (np. własnego dziecka) czy o ważnym spotkaniu lub o wizycie u lekarza. Wypaść z trybu bycia na bieżąco (lub w miarę na bieżąco) z technologicznymi nowinkami nie jest wcale trudno. Wystarczy się poświęcić bardziej jakiemuś projektowi (czy to programistycznemu, elektronicznemu czy po prostu pracy zawodowej) i już nie ma się czasu na czytanie i śledzenie newsów ze świata technologii. Mnogość tematów, pracy oraz zobowiązań towarzyskich powoduje brak lub znikomą ilość czasu na tzw. trwanie czyli patrzenie się jak rośnie trawa lub jak schnie świeżo pomalowany płot.

Istnieje tylko Office – czyli „diabelskie” produkty Microsoftu i po co ten dział IT?
   Ostatnio miałem od znajomych sporo telefonów, SMS-ów, maili, zapytań na GG/Skype/FB itd. w sprawie czy mógłbym pomóc z MS Project lub MS Visio przy np. jakimiś piwku. Rozumiem, że zaczęła się jakaś sesja i trzeba komuś pomóc lub w pracy wymagają obsługi takiego programu. Jeśli jest egzamin i nie umiesz obsługiwać tego programu to gdzie byłeś/byłaś i co robiłeś/robiłaś jak to tłumaczyli i dlaczego dopiero teraz krótko przed egzaminem/oddaniem pracy szukasz pomocy? Jeśli potrzebują tego w pracy, a nie wymagali tego nigdy to dlaczego nie zorganizują kursu lub samemu się nie skorzysta z pomocy dostępnej w Internecie (są różne kursy czy wideo czy pomoce nawet na stronie MS – Google nie gryzie Szkolenia Office 2013 na stronie MS). Rozumiem, że czasu nie było na opanowanie danego programu, bo cały wolny czas zajmuje granie w gierki na Facebooku i lajkowanie wszystkich możliwych postów. Zawsze pada temat, że skoro jestem informatykiem to pewnie umiem obsługiwać od A..Z cały pakiet oprogramowania wypuszczonego przez Microsoft szczególnie Excela i Worda i dla mnie to jest chwila. Muszę rozczarować wiele osób, ale tak nie jest i nigdy nie było. Informatycy nie muszą znać od A..Z pakietu MS Office aby pracować, bo jeśli nie potrzebują sami bardziej zaawansowanych funkcji z tego pakietu to ich nie potrzebują i koniec kropka, a jak będą potrzebować to się ich nauczą. Chwila to pojęcie względne, bo jeśli to jest chwila aby to zrobić to jest to też chwila aby się tego nauczyć np. w przerwach pomiędzy graniem, a lajkowaniem postów. 😉

   Dział IT w firmie nie istnieje po to aby jego głównym celem było 24-godzinne udzielanie supportu do pakietu oprogramowania biurowego MS Office, bo jest mnóstwo innych tematów znacznie bardziej skomplikowanych z którymi się muszą borykać (jak np. próba shakowania maszyny z batonikami lub jak zrobić upgrade ekspresu do kawy), a stworzenie korespondencji seryjnej, wstawienie filtru w arkuszu/zrobienie wykresu/eksport dokumentu do PDF czy włożenie papieru do podajnika w drukarce (lub wymiana tonera) to nie jest ich priorytetowe zajęcie i zmartwienie. Dział IT ściśle współpracuje ze wszystkimi działami w firmie i to w większym lub mniejszym zakresie (zależnie od działów) i trzeba to mieć na uwadze, że ktoś w IT może być zawalony pracą praktycznie całe 8 godzin czy nawet 12 godzin. Może też nie mieć ochoty zawalać „chwili” wolnego czasu ze swojej przerwy na śniadanie/obiad aby zrobić archiwizację poczty lub wytłumaczyć i pokazać jak obsługiwać skaner sieciowy. Nie powinno się mieć też powodu aby obrażać się na dział IT, bo tam nikt nie chce pomóc pod pretekstem braku czasu przez najbliższe parę/kilka godzin. W dziale IT siedzą „komputerowcy”, którzy dzielą się na np. administratora sieci/serwerów, administratora baz danych, programistów, grafików, menedżera/koordynatora IT itd. Owszem nikt nie chce pomóc, bo raz że każdy ma masę swojej pracy, a dwa jeśli zajmujesz dane stanowisko i do twoich obowiązków należy wykonywanie takich, a nie innych rzeczy to powinieneś to umieć lub się tego nauczyć. Tutaj znowu wraca temat pomocy/szkoleń/kursów dostępnych w Internecie, a że trzeba na to poświęcić czas no cóż. Lepiej poświęć swój czas niż czyjś, bo to zaprocentuje w przyszłości na twoją korzyść. Z resztą wszystko wymaga czasu, a czas informatyka też jest cenny. Jeśli by istniała możliwość, że ktoś z działu IT przyjdzie i zrobi tobie te tabelki (w te twoje 5 min) lub wykres w Excelu, a ty w zamian za speca IT pójdziesz i podłączysz/zainstalujesz czy też skonfigurujesz serwer lub wymagane usługi, usiądziesz i napiszesz potrzebną bibliotekę do aplikacji za programistę, wykonasz projekty graficzne 2D/3D za grafika itd. to raczej problemu większego by nie było, ale tak nie jest, bo inaczej byś był osobą w dziale IT, a ktoś inny by pracował np. w sekretariacie. Tym sposobem wychodzi, że np. osoba zajmująca się marketingiem nie umie w Excelu stworzyć bazy danych klientów i na jej podstawie zrobić korespondencję seryjną, że osoba pracująca w sekretariacie/administracji biurem nie umie zrobić/zaktualizować diagramu w MS Visio czy też zmienić sortowania maili w Outlooku itd. i na domiar złego „jaskiniowcy” z działu IT nie chcą pomóc, a szef/menadżer nic z tym nie robi. No i po co ten dział IT jak oni tam nic nie robią, a i pomóc nie chcą? Tylko siedzą i piją kawkę/herbatę. Akurat tutaj szef/menadżer sobie zdaje sprawę (bardziej lub mniej), że dział IT odwala całkiem inną robotę, której nikt inny nie zrobi, a jak będą się zajmować takimi badziewiami (jak tworzenie za kogoś tabelek w Excelu przy czym to jest praca kogoś innego) to reszta ważnych tematów będzie „leżeć”, a jak ważne tematy będą „leżeć” to się może okazać, że coś przestanie lub nie będzie funkcjonować i nie będzie można pewnych firmowych tematów zrealizować. Ewentualnie poszczególne działy firmy będą miały przestoje i opóźnienia itd.. Przestoje w jednym miejscu powodują opóźnienia w innym, a obecnie komputery/serwery w firmach to podstawa funkcjonowania i wszystko musi działać. Mniej tematów w firmie to mniej pracy, a mniej pracy = mniej potrzebnych pracowników. Mniej potrzebnych pracowników = redukcja zatrudnienia itd.. Wszystko musi współpracować i wykonywać swoją pracę (informatycy, osoby odpowiedzialne za marketing, finanse, działy zamówień i realizacji wysyłek itd.) więc jeśli w kogoś zakresie pracy jest tworzenie tabelek to niech się nauczy je tworzyć, a jak potrzebuje szkolenia/pomocy od fachowca to niech to zgłosi do szefostwa/menadżera czy przełożonego (i uzbroi w trochę cierpliwości), że jest potrzebne szkolenie, bo się nie umie wykonać nowego zadania ponieważ nigdy tego nie musiało się robić. Każde stanowisko w firmie ma swoje zakresy pracy oraz podstawowe narzędzia pracy, którymi osoba na danym stanowisku powinna umieć się posługiwać. Zapytać o szkolenia z zakresu danego narzędzia pracy także można (nic nie zaszkodzi przecież, bo najwyżej będzie odmowa) i może to wykonać wtedy albo firma zewnętrzna albo dział IT (jak tylko im to się zgłosi żeby mogli to zaplanować w czasie i jeśli będzie osoba, która będzie wstanie takie szkolenie wykonać). Jeśli firma nie organizuje szkoleń (częste w naszym pięknym kraju) to niestety trzeba samemu szperać w Internecie, na forach (tutaj znowu pomocne będzie np. Google) i szukać pomocy po znajomych (lepiej zacząć od szukania w Internecie tak na dobry początek). Ciągłe dzwonienie do działu IT z różnymi mało istotnymi sprawami jak zalogowanie się do Skype też nie jest sprawą priorytetową. Wytłumaczenie, że to zajmie 5 min oznacza tyle, że ktoś w pełni skupiony na swojej pracy musi się oderwać od niej na te 5 min, a następnie po tych 30 minutach wrócić ponownie do swojej pracy i znowu się starać skupić na tym co robił. Teraz pomnóż sobie takie duperele razy np. 20 czy 50 osób/zgłoszeń (nie dużo) i się okazuje, że się nic innego nie robiło tylko rozwiązywało problemy użytkowników przez ostatnie 7 godzin pracy gdzie sprawy priorytetowe leżą. Wystawione taski, zgłoszenia mają swoje priorytety i czas realizacji, który trzeba wziąć pod uwagę. Złośliwe uwagi typu, że w końcu ktoś raczył przyjść lub wychodzenie na przerwę (w celu spalenia fajki co jest niezmiernie ważne) kiedy przychodzi pomoc nie poprawiają sprawy priorytetowania tasków danej osoby. 😛

Koniec
   To by było na tyle w tej części. Napisanie takiego tekstu wymaga całkiem sporo wolnego czasu, którego jak zwykle jest za mało. Może powinienem zmienić tytuł całości na „Komputerowiec jaskiniowiec” czy też może „IT maruda”. To do następnej części (o ile powstanie). 😉

Poprzednia część:
Z życia informatyka – część 1

Następna część:
Z życia informatyka – część 3
Z życia informatyka – część 4
Z życia informatyka – część 5

You can leave a response, or trackback from your own site.

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powered by WordPress | Designed by: NewWpThemes | Provided by Free WordPress Themes